Pamiątki z podróży. Z podróży niektórzy przywożą – prócz wspomnień, spotkań, zasłyszanych historii, zobaczonych miejsc – magnesy, łyżeczki, szyszki, koszulki czy też fotografie. Mogą być też figurki, obrazki czy przyprawy. Dla nas przyprawy są jedną z rzeczy, którą fajnie przywieźć z podróży. A potem dodać do potraw i sprowadzić smakiem, i zapachem wspomnienia w odległe miejsca czy też podarować przyjaciołom.  Był taki czas, że w naszym domu było pamiątek dużo, a nawet zbyt wiele. Z czasem nauczyliśmy się, że podróże stają się dla nas, każdego z nas inspiracją. Czasem w domu pojawiają się kolekcje: mieliśmy czas na przywożenie łyżeczek, magnesów, pocztówek… Panowała też moda na muszelki, patyki i kamienie. Co kto wolał. Dzieci nieco stonowały. My dorośli także. Mamy jednak coś niezwykłego, w naszym odczuciu, co trafia do nas z różnych zakątków – obrusy. Mają wymiar „kilkuletni”. A są z nami co dnia. Bo stół w jadalni to ważne miejsce w domu. Przykryty niezwykłymi obrusami, z którymi łączymy wspomnienia z podróży do Egiptu, Włoch, Grecji czy Gór Świętokrzyskich, co daje nam zawsze możliwość nawiązania do przygód z danej wyprawy, miejsca zakupu, ludzi poznanych wówczas czy też zapachu świata, otaczającego tamtą chwilę. A Wy co przywozicie?

fot. Festyn Archeologiczny 2016 w Biskupinie, przyprawy – przywiezione 🙂

Rozmowa. Bez zbędnych bodźców. W kontakcie z naturą, odkrywamy możliwość swobodnego komunikowania się ze sobą 🙂 Gdy spacerujemy wiele z rzeczy, które może nam na co dzień przeszkadzać znika. Cisza, jaka nas otacza sprawia że łatwiej się nam otworzyć na rozmowę. Dyskusję. Nasze spacery są czasem rozmowy. Niekiedy wykorzystujemy te chwile na powtórkę materiału, a nawet naukę. Ostatnio „czasy” z języka angielskiego przerabialiśmy w lesie 😉 by znaleźć inne miejsce, oderwać się od biurka. Dziwne? byc może. Jednak to nie żadna nowość. Na spacery ze swoimi uczniami wychodził także filozof Arystoteles. W założonej szkole perypatetyków przede wszystkim chodzono, by się uczyć i dyskutować. Immanuel Kant codziennie o piątej wędrował by pomyśleć spokojnie o kolacji. Po co nam to chodzenie? By uruchamiać obie półkule w mózgu, by lepiej i sprawniej myśleć. By dotleniać tym samym organizm. Dziś Marcin Fabjański filozof, poleca i propaguje chodzenie, jako sposób na lepsze, twórcze myślenie i jednoczesne wyciszenie umysłu. Próbowaliście?

Rozwijamy się, słuchamy innych, rozmawiamy tutaj, by bardziej rozumieć naturę dzieci. Ich wyjątkowość, niestałość decyzji z wczoraj, gdy są nastolatkami, moc dziecięcych zachwytów, gdy są 5 latkami. Dzieje się konferencja „Ekologii dzieciństwa”. Być tu i słyszeć o paradoksie, że „Różnorodność nam sprzyja. Reguły zapewniają bezpieczeństwo”. O kompetencjach, o mózgu, o naszej ludzkiej wyjątkowości. O człowieku, który nigdy nie chodził do szkoły i czuje do dziś, że jest wyjątkowy. I jak budować relacje pomiędzy dorosłym, a dzieckiem. By nie patrzeć z góry. Dobrej soboty 🙂

Myśl na dziś: „Jako nauczyciele możemy przygotować uczniów do tworzenia organizacji wzbogacających życie, mówiąc do nich językiem, który pozwala na prawdziwe kontaktowanie się ze sobą, chwila po chwili. Ja nazwywam ten język Porozumieniem bez przemocy. Gdy mówimy tym językiem, możemy spowodować, że nauczyciele i uczniowie będą partnerami”. Marshall B.Rosenberg, Edukacja wzbogacająca życie. Bardzo polecamy tę lekturę.

RÓWNOWAGA. Babią Górę, najwyższy szczyt w Beskidzie Żywieckim, zdobyliśmy idąc z Przełęczy Krowiarki czerwonym szlakiem. Trasa długa, męcząca – poprzedzona zapoznaniem się dzieci z mapą okolicy. Przygotowaniem, krótszymi trasami. Zamówieniem przewodnika – Pana Tomka z Babiogórskiego Parku Narodowego. Lecz nasi mali koloniści dali radę. Widok z Babiej zapierał dech w piersi. To była nagroda za wytrwałość dla wszystkich i odpowiedź na pytanie dlaczego się po górach chodzi, co zobaczyć można na 1000 m n.pm a co na 1700 m n.p.m. Potem były Markowe Szczawiny i schronisko, gdzie najlepiej na świecie smakowały lody i czekolada. A potem bieg zwycięzców – po ujrzeniu drogowskazu Zawoja Markowa – wiedzieliśmy, że na kolację już niedaleko 😉 I jeszcze w trakcie trasy wspólnie z fotografką Gosią Pióro – warsztaty fotograficzne (!) podczas wędrówki i na szczycie… I potem czas leniuchowania, basenu, piłki nożnej, zabaw, takie chwile odpoczynku, relaksu – były po trasach jak najbardziej mile widziane. Wędrówka. Dwa, trzy dni w „bazie”. By zachować RÓWNOWAGĘ ! Zwykły, niezwykły strumień był wtedy najfajniejszy 🙂 ps. a po Babiej spędziliśmy dłuuuugie chwile w basenie, aż do wieczora 😉 Małe Beskidzkie Szlaki 2013 – tak było. Nasza super drużyna: dzieci+kadra 🙂 Więcej fotografii:
https://www.facebook.com/Małe-Kilometry-246432348705857/photos/?tab=album&album_id=689804604368627” target=”_blank”>Fotografie MBS 2013
Zobacz jak zaplanować trasy np tutaj: https://mapa-turystyczna.pl/route?q=625n,556n #równowaga #malekilometry #kolonie #edukacjaoutdoorowa

Ekosystem. Bałtyk. Ostatnio wpadają mi takie artykuły, opisy, programy na Planete. O paszach (!) dla zwierząt której produkuje sie coraz więcej. Większa ekspansja lasu, oceanów, rzek… Więcej pól, większe sieci. Więcej bydła karmionego kukurydza, ryb mączka… A w tym wszystkich mali przedsiębiorcy upadają, ludzie otrzymują pokarm o takiej jakości. Ale przecież jest kolorowy, kształtny, bez robaczków. I mnie smutek bierze. I z kim porozmawiać. By zahamować? Skoro duże fundacje od obrony tez nie sa słuchane? Pewnie za 30-50 lat będziemy cieszyć sie rarytasem posiadania ogródka przydomowego. Gdzie może będziemy pewni ze ich samolot nie spryska pestycydami. I nie pójdą na pasze. Warto przeczytać felieton opisany z punktu widzenia rybaka pana Henryka. Mam tez marzenie ze jednak jakiś bogaty, mądry wizjoner powie stop i wymyśli coś co zahamuje ten pęd. I zarazi tym skutecznie innych. Tylko ze to co dzis zaburzamy np ekosystem Bałtyku, będzie potrzebował lat by sie odnowić. Tylko czy nam to wybaczy.

Moim zdaniem. O kleszczach wiem trochę. Bo jak sie prowadzi zajęcia outdoorowe to trzeba miec świadomość i znac zagrożenia. Widziałam. Wyciągałam. Oglądałam niejedno dziecko- by zapobiec. Znam tez ludzi zarażonych, cieżko chorujących ale wyleczonych. I? I mam z tym podobny problem. Ale mam tez obserwacje psychozy, która jest wsród dzieci i dorosłych …. Której coraz więcej. I już nie chodzi o las, łąkę…. Ale nawet trawę. Wielu leśników tłumaczy mi zasadę: higiena, dobry ubiór, sprawdzenie. I ja sie stosuje. Taka metodę polecam. Czy miałam kleszcze- tak raz. Wyciągnięty. Mini był. Chodzę po lesie. Kładę sie w trawie. Zaglądam pod liście. Ostatnio nawet pokazywałam dzieciom zarodniki pod paprocią. I czy mam „fiziować”? Nie. Przyjęłam postawę świadoma. Ubieram sie w długie ciuchy, czapkę. Dbam o higienę- konieczna kąpiel. Przeglądnięcia ciała. W miarę możliwości wytrzepanie ciuchów najlepiej wypranie. Repelenty – raczej na nielubiane komary. A tak o nich zapominam i sie nie pryskam. Moje własne dzieci biegają boso po trawie. Chodzimy po lasach, jeździmy. Siadamy na łące na rodzinnym pikniku. Bo lubię naturę. Trzeba robić jednak wiele rzeczy świadomie. Takie moje zdanie-Ola Ruta. Ps. Ja np choruje na zimowa psychozę obawy przed wsiadaniem do komunikacji miejskiej pełnej zarazków i obawy mojej przed grypą. I całoroczna, która objawia sie myciem rąk- w obawie przed wszystkim co chorobliwe. A znam ludzi, dzieci, których rodzice tego nie stosują- nie uczą. Każdy może wiec mieć rożne bziki 😉